
Nie zadzieraj z fryzjerem
Kraj: USA
Czas: 113 min.
Dozwolony od 12 lat
Gatunek: Komedia, Akcja
Reżyseria: Dennis Dugan
Dystrybucja: United International Pictures Sp. z o.o.
Obsada
Adam Sandler, John Turturro, Emmanuelle Chriqui, Nick Swardson, Lainie Kazan, Ido Mosseri, Rob Schneider, Dave Matthews, Michael Buffer, Charlotte Rae, Sayed Badreya, Daoud Heidami, Kevin Nealon, Robert Smigel, Dina Doron
Recenzja
Istnieje szansa, iż najnowsza komedia z udziałem Adama Sandlera w niewielkim stopniu przyczyni się do budowania światowego pokoju.
Aktor, a także współproducent i współscenrzysta filmu, wciela się w "tego" Zohana – słynnego izraelskiego komandosa, którego marzeniem jest zostanie... fryzjerem. Jego aspiracji nie rozumieją ani przełożeni z jednostki do walki z terroryzmem, ani rodzina. Kiedy więc w czasie walki ze śmiertelnym wrogiem, Palestyńczykiem Fantomem, nadarza się okazja do upozorowania zgonu, Zohan nie marnuje okazji. Uznany za zmarłego może rozpocząć nowe życie w Ameryce jako stylista fryzur.
"Nie zadzieraj z fryzjerem" to kolejny po m.in. "Farciarzu z Gilmore", "Super tacie" i "Państwo młodzi: Chuck i Larry" wspólny projekt reżysera Dennisa Dugana i Sandlera. Z efektu widać, iż filmowcy czują się razem jak jedna wielka, szczęśliwa rodzina, ale nie zaskakują widza właściwie niczym nowym. Produkcja skrzy się od absurdalnego, mocno przaśnego i przesyconego seksem humoru, do którego przyzwyczajeni są fani burleskowych komedii. Swoistym novum jest główna oś fabuły. Wygląda bowiem na to, iż Amerykanie śmiechem zaczynają powoli oswajać wojnę z terroryzmem, strach przed nagłym atakiem przybyszów z Bliskiego Wschodu. Motyw izraelsko-palestyńskiego konfliktu zostaje sprytnie sparodiowany, co natomiast pozwala przełknąć film nawet tym widzom, którym niemiły jest niewybredny dowcip oraz skromny zestaw głupkowatych min i przebrań duetu Adam Sandler-Rob Schneider.
Ostatecznie z kina zadowoleni wyjdą nie tylko fani komika, który po raz kolejny na dużym ekranie pokazuje na co stać jego... pośladki. Tym razem w film Sandler włożył bowiem nieco mózgu.